Browar Przełom

Pierwszy browar rzemieślniczy z Białowieży

Jesteśmy niezależnym, kraftowym browarem. Możecie znać nas z licznych festiwali piwnych w całej Polsce, albo z wielu popularnych restauracji i sklepów na Podlasiu. Nasze piwo produkujemy od 2018 roku w Białowieży. Korzystamy z autorskich receptur i jakościowych surowców, o czym świadczą zdobywane przez nas nagrody i wielu zadowolonych konsumentów.

Tak jak w przypadku wielu innych browarów, ta historia zaczęła się w domowej kuchni.

Kilkaset domowych warek, udział w konkursach piwowarskich i ukończony kurs sędziowski Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych zaowocowały myślą, żeby zająć się zawodowo tym, co w tym hobby lubimy najbardziej – tworzeniem piwa, ciągłym rozwojem swoich umiejętności i dzieleniem się efektami z innymi.

Od pomysłu do realizacji minęło kilka lat, ale 2018 roku już jesteśmy częścią tego rynku. Mieścimy się w Białowieży, na Podlasiu, przy Hotelu „Białowieski”, gdzie zawsze znajdziesz nasze piwo. Wiele warek za nami, ale jeszcze więcej przed nami.

Poznaj nasze piwa i zobacz, czemu rzemieślniczy, jakościowy produkt jest lepszy od masowego. Będzie nam miło móc w tym uczestniczyć.

Spragniony nowych smaków?

Jest z czego wybierać

Aktualności

Browar Przełom
Browar Przełom1 day ago
Dobro Sklep. Najlepsze napoje
Mamy tu ludzi z Trójmiasta? Fajna dostawa już w Dobro Sklep. Najlepsze napoje 🙂
Browar Przełom
Browar Przełom1 week ago
Jak co roku, na Baltic Porter Day zapraszamy do Gorączka Złota w Warszawie, gdzie z kranu poleje się nasz Duch Puszczy!

Wtajemniczeni twierdzą, że to pozycja obowiązkowa na szlaku w to święto najsłynniejszego polskiego stylu piwa. Polecamy serdecznie:)

17.01.2026, sobota
Browar Przełom
Browar Przełom1 week ago
Browar Przełom
Pracowity styczeń w browarze, ale na ciekawe nowości też znajdzie się miejsce. Prace koncepcyjne w toku, trzymajcie kciuki:)

#dlamniesmakuje #piwo #craft #podlasie #bialowieza
Browar Przełom
Browar Przełom
Browar Przełom2 weeks ago
O nieprzyjemnych skutkach braku lubrykacji.

Czekałem na dobrą okazję, żeby zająć stanowisko w temacie "normalizacji picia alkoholu", "budzenia traum" i "epatowania wyzwalaczami". Z końcówką roku, kampania reklamowa Browaru Łomża, emitowana od niemal miesiąca zyskała status viralowej i social media zapłonęły, dostarczając jakościowego materiału. Sygnałem do działania niewątpliwie jest zapowiedź wniesienia skargi o obrazę uczuć religijnych, która już padła, więc skoro największe działa zostały wytoczone, z czystym sumieniem mogę dorzucić 3 grosze.

Święty Mikołaj pod postacią Tomasza Karolaka, siedzący pod choinką z zielonych butelek po piwie, sączący po fajrancie wyjętą z worka prezentowego Łomżę to nie jest może standardowa wizja, jaką roztaczamy przed dziećmi w wigilijny wieczór w oczekiwaniu na prezenty - ale jeśli druga strona sporu uważa, że świątecznym standardem jest upojenie alkoholowe, przemoc domowa i psychologiczna trauma, przed którymi trzeba chronić najmłodszych i (mam wrażenie) zwłaszcza starszych, to nie wiem, czy jesteśmy w stanie się tu jakoś dogadać. Chciałbym być dobrze zrozumiany - nie uważam tematu za zasługujący na obśmianie, a raczej na odpowiednie zaadresowanie, jako problem, który należy rozwiązać. Z tym, że proponuję zacząć od siebie i przepracowania tego, co tam kogo boli, bo inaczej pozamykamy się w klasztornych celach i tyle będzie z kultury odpowiedzialnego spożycia alkoholu w Polsce.

Tak, jak patologię należy piętnować - tak też piwo po przepracowanym porządnie dniu, czy podczas rodzinnej celebracji nie jest niczym złym i towarzyszy ludzkości od czasów przed wynalezieniem pisma. Pełni swoją rolę kulturową i społeczną, którą w ostatnich latach trochę zatraciliśmy, nad czym ubolewam.
Na całe szczęście jako producenci kraftowi nie musimy się z niczego tłumaczyć, bo z definicji tworzymy produkt premium, a nie denaturat i nie służy ono w pierwszej kolejności do intoksykacji, tylko lepiej niż inne segmenty rynku sprzyja spotkaniom, celebracji, rozmowom, dobremu jedzeniu, wszelkim przyjemnym chwilom, które chcemy podkreślić. Myślę, że większość z nas, ludzi piwnego rzemiosła, właśnie z tego powodu trafiła do tej branży.

Z tej perspektywy, pandemia COVID-19 staje się po raz kolejny cezurą, która zmieniła naszą rzeczywistość. Mniej wychodzimy, rzadziej się spotykamy, statystyki czy to sprzedaży piwa, czy gości w szeroko pojętej gastronomii i na festiwalach są jednoznaczne. A szkoda, bo może dobrze zrobiłoby to na szeroko rozpowszechnioną polaryzację, nie tylko odnośnie reklamy z wypalonym zawodowo Mikołajem, której i tak młode pokolenie nie obejrzy, bo przestaje oglądać telewizję.

Jeśli ktoś się odzwyczaił, proponuję - wyjdźcie z domu, zabierzcie dobry nastrój, napijcie się kraftowego piwa i pogadajcie z kimś, kto może niekoniecznie ma te same poglądy na rzeczywistość, ale wcale nie musi być wrogiem, którego należy zgnieść w dążeniu do naprawienia świata. O tym jest właśnie bliskie mi powiedzenie, że piwo zostało wynalezione jako oliwa w trybach społecznej machiny.

Tudzież, społeczny lubrykant. Lepiej stosować, niż później narzekać, czego sobie i Państwu życzę.
Browar Przełom
Browar Przełom1 month ago
Same Krafty - multitap obchodził w ten weekend imponujące, bo 11te urodziny. Na piątkową imprezę nie udało mi się dotrzeć, ale jak widać na załączonej dokumentacji piona została zbita w sobotę. Brawo Marcin Kwil i ekipa, wizyta w stolicy, a na starówce to już w ogóle, bez wizyty w SK to jak piwo bez alkoholu ;).

A skoro tak płynnie przeszedłem do kolejnego tematu, udało się w tym miłym towarzystwie zdegustować nowowybrany Kraft Roku, czyli Turbo % II od Browar BIRBANT . Już w Krakowie, podczas tegorocznego Sympozjum Piwowarów można było usłyszeć na ucho, że będzie kontrowersyjnie. Było, komentariat nie zawiódł. Jak mam w zwyczaju, postanowiłem się zdystansować od sprawy, póki sam nie spróbuję, a że nadarzyła się okazja, zaspokoiłem ciekawość. Cóż my tu mamy oprócz zabawnej nazwy i bólu dupy nestorów polskiej sceny piwnej? Czy krafcik się skończył? Czy rok lagera nigdy nie nadejdzie? Czy Gala KPR co roku jest skazana na potężne dymy?

Na samym początku zapamiętajmy: w KPR 2025 organizatorzy zaproponowali 68 kategorii (spośród nich, 4 bezalkoholowe). Każdy ze złotych medalistów był pełnoprawnym kandydatem do tytułu. Każdy przeszedł eliminacje i zdominował konkurencję w finale. Jeśli poziom kategorii nie dojechał - medale nie były przyznawane. Sędziowałem ten konkurs kilka razy, to wiem. Minimum zaufania i szacunku należy się z góry.

Różne padały argumenty, zwłaszcza ze strony blogosfery, ale najbardziej przemówiło do mnie porównanie do bezalkoholowego ginu, wygrywającego jakiś hipotetyczny European Gin Cup. Trudne do wyobrażenia, a po spróbowaniu kilku bezalkoholowych destylatów powiedziałbym, że wręcz niemożliwe. Może dlatego, że nie piłem topowych, ale będę brutalnie szczery: nie czuję specjalnej potrzeby, nie jestem targetem. Takiego fikołka nie widzę, ale Turbo % II to nie ten przypadek.

Piwo ma sporo mocnych punktów, ale dla mnie osobiście najważniejszym jest to, że będąc już w branżuni od lat, wiem, jak trudno jest o bycie zaskoczonym. Może nie wszystko, ale prawie wszystko już było, a to, czego nie było, nie zawsze ma sens i niekoniecznie mi podchodzi. Tu jednakowoż był swojego rodzaju efekt "WOW" i fakt, że bazą było piwo bezalkoholowe jest tutaj istotny. Brzeczkowość? Bardzo dobrze ukryta, w czym zakładam, że pomogło niskie pH. Wodnistość? Nie stwierdzono. Intensywność? Oj, była. Ogromnie intensywny aromat, wyczuwalny wręcz w promieniu paru metrów wokół baru. W smaku dużo waniliowej słodyczy i słodowości, jako baza do obiecywanych na etykiecie owoców, które jednak nie były tu w moim odczuciu główną gwiazdą.

Sensorycznie, dla mnie to był deser w płynie. Drożdżowe ciastko z kremem i owocami pod galaretką, czyli klasyka obiadu u cioci w latach 90tych. Być może to skojarzenie pozwoli weteranom trochę przychylniejszym okiem spojrzeć na werdykt, bo o ile na początku byłem sceptyczny, tak po degustacji mam znacznie mniej wątpliwości.
Kolejny przykład na to, że o ile lager bezalko to zawsze będzie pewnego rodzaju substytut, styl pozbawiony jednej z cech go definiujących, tak istnieją gatunki, które odnajdują się w tych warunkach lepiej. IPA, fruit sour, nawet piwa wędzone w wersji niby dla abstynentów, ale jednak prowokujące antyalkoholowych krzyżowców - to już mieliśmy. Teraz mamy kolejny przykład łamiący przyzwyczajenia.

Chapeau bas, Birbanci, zasłużone.