No dobra, ale o co ta cała afera? Pewnie alkolobby chce przywilejów kosztem zdrowia publicznego? Jechać z nimi, jeńców nie brać.
Jak wiecie, nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości jest już na ostatniej prostej. To ta ustawa, o której media głównego nurtu piszą, że wprowadza nocną prohibicję w godzinach 22:00-6:00 na obszarze całego kraju, zakazuje wieczornych reklam piwa w telewizji i promocji 12+12 w Lidlu, a politycy kręcą rolki, że "ALKOLOBBY" łamane na "KARTELE ALKOHOLOWE" kwiczy, bo mu bohaterskie autorki nowelizacji przeszkadzają w dorabianiu się na cudzym zdrowiu i szczęśliwym dzieciństwie.
Tą wersję już znacie. Pora na fakty, o których się nie mówi, bo się nie klikają i nie obchodzą opinii publicznej. Przez to ich wartość w budowaniu kapitału politycznego przed nadchodzącymi wyborami jest niewielka, więc tym łatwiej je zamieść pod dywan.
1. Nocna prohibicja na obszarze całego kraju z perspektywy browarów rzemieślniczych.
Ani nas to ziębi, ani grzeje. Z definicji produkujemy piwo droższe od typowego Harnolda, które nie służy do tego, żeby się dopić na ostatniej prostej do domu. Imprezowicze, którzy żałują na marżę w dyskotece i zaprawiają się przed baletami w krzakach też sięgną po coś, co ma lepszy stosunek ceny do woltażu, zwany branżowo "współczynnikiem Spejsona". Nasze piwo jest dostępne w multitapach, gastronomii, sklepach specjalistycznych i sprzedaży wysyłkowej, o czym jeszcze będzie poniżej.
2. Zakaz sprzedaży w ofertach typu 12+12.
Tu Państwa zaskoczymy, ale z perspektywy kraftu są szkodliwe i osobiście mamy nadzieję, że znikną. Sprzedaż piwa poniżej kosztów produkcji jest szkodliwa dla producenta, a gdy jest prowadzona przez największe sieci handlowe, mamy do czynienia z nieuczciwą konkurencją wobec innych uczestników rynku handlu detalicznego. Mówiąc kolokwialnie: służy przejmowaniu klientów przez wielkie sieci handlowe od niezależnych sklepów specjalistycznych, którym jeszcze udało się przeżyć na trudnym rynku. Wszelkie zmiany, które utrudnią ten proceder dadzą oddech polskim, niezależnym detalistom i są pożądane przez branżę browarów rzemieślniczych.
3. Całkowity zakaz reklamy i promocji piwa.
Tu jest pies pogrzebany. Nie tylko przeciętny obywatel nie wie, w czym problem - same autorki ustawy na konferencji 7.10 udowodniły, że nie rozumieją skutków, jakie wywoła napisane przez nie prawo.
W myśl ustawy, reklamą jest każdorazowa publiczna prezentacja znaku graficznego producenta / marki konkretnego piwa, a promocją - organizowanie publicznych degustacji, prezentacji produktów alkoholowych i szeroko rozumiane aktywne namawianie do zakupu i spożycia alkoholu. Tak szeroki zakres oznacza, że nielegalne będzie na przykład:
-wystawienie parasoli w ogródku gastronomicznym, opatrzonych logo producenta piwa
-korzystanie ze szklanek i podkładek z logo producenta
-korzystanie z lodówek z logo producenta
-korzystanie z rollbarów i nalewaków z logo producenta
-noszenie przez obsługę koszulek z logo producenta
-dalsza organizacja plenerowych festiwali, takich jak Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa, albo Chmielaki Krasnostawskie, na których wystawcy będą wystawiać się w firmowych namiotach
-prowadzenie profili na mediach społecznościowych, włącznie z postami opublikowanymi PRZED wejściem w życie ustawy
-istnienie piwnej blogosfery, na której autorzy degustują i opowiadają o konkretnych piwach z konkretnych browarów
Co to oznacza? Dla gastronomii oznacza koszty wymiany wyposażenia, które nawet w przypadku niewielkiego lokalu wyniosą co najmniej kilkanaście tysięcy złotych.
Dla festiwali oznacza konieczność zakrywania logotypów wystawców i oznaczanie stoisk np. numerami.
Dla wystawców festiwali oznacza zakaz prezentowania np. etykiet sprzedawanego piwa.
Dla marketingu browarów oznacza faktyczny brak możliwości dotarcia z informacją o swoim istnieniu do klienta.
Złamanie zakazu wyceniono na min. 30000 zł, max. 1 mln zł, dodatkowo możliwe jest też ograniczenie wolności.
4. Zakaz reklamy także piwa bezalkohowego.
Jest to oczywiście absurd idący wbrew zmniejszaniu spożycia alkoholu. Dane sprzedażowe pokazują jednoznacznie, że równocześnie:
-rośnie w Polsce sprzedaż piw bezalkoholowych
-maleje sprzedaż piwa alkoholowego
Konsumenci wybierają piwo bezalkoholowe, żeby ograniczyć spożywanie alkoholu. Jest to zjawisko pozytywne i pożądane z punktu widzenia zdrowia publicznego. Zakaz reklamy zahamuje ten trend.
Oczywiście, koronnym argumentem są praktyki które pamiętamy z lat 90tych, gdy po polskich wodach pływała Łódka Bols. Czasy wszakże się zmieniły i piwo bezalkoholowe jest pełnoprawną kategorią rynku piwnego, produktem pożądanym przez konsumenta i przynoszącym zyski producentom. Nie trzeba nikogo zachęcać do oferowania go, a sam fakt bezalkoholowości jest w reklamach wyraźnie podkreślany, BO TAKIEGO PRODUKTU KLIENT DZIŚ SZUKA.
Czego ustawa nie zawiera?
Nie zawiera definicji dozwolonej informacji handlowej, która pozwoliłaby na informowanie o swoim asortymencie, gdy wypuszczamy nowe piwo, albo wystawiamy się na jakimś otwartym wydarzeniu. Bez tego żadne zapewnienia, że "ustawa nie zabrania informowania o produkcie" nie mają większego znaczenia, bo rozstrzygać to będzie sąd. Nikt z branży browarów rzemieślniczych nie będzie ryzykował 1 mln zł kary w razie gdyby sędzia miał zły humor.
Nie zawiera rozróżnienia pomiędzy browarami rzemieślniczymi, a wielkimi, międzynarodowymi koncernami piwowarskimi, które w trudnych warunkach legislacyjnych poradzą sobie łatwiej.
Nie zawiera wyjątków dla branży browarów rzemieślniczych, analogicznych jak te, które przyjęto dla polskich winiarzy. Przykładowo - winiarzom od 1.01.2027 będzie wolno bez żadnych wątpliwości prowadzić sprzedaż online. Browarom? Na dziś - nie.
Nie zawiera żadnych zapisów, które uderzałyby w tzw. małpki, czyli najbardziej patologiczną formę spożywania alkoholu. Te niewielkie buteleczki idealnie mieszczą się w kieszeni i pozwalają dyskretnie wprowadzić % do organizmu już w drodze do pracy, a sprzedaje się ich w Polsce dziennie ok. 3 mln. Nie są też, o dziwo, objęte systemem kaucyjnym. Czy naprawdę chodzi w tym momencie o zdrowie publiczne i walkę z patologią?
Biorąc pod uwagę powyższe, do końca powinniśmy próbować przekonywać, że nie jest jeszcze za późno na zmiany w ustawie, choćby po to, żeby nie dać monopolu w tej dyskusji ludziom, którzy pod pozorem dobrych intencji chcą nam tu urządzić Afganistan.
Na osobny, końcowy już akapit, zasługują bohaterowie i bohaterki dotychczasowego procesu legislacyjnego. Nie jest tak, że jako branża nie próbowaliśmy rozmawiać i pokazywać, że nie wszystkie proponowane rozwiązania są właściwe - zwłaszcza w czasie, gdy spożycie alkoholu samoistnie spada, i to drastycznie. Jak to wyglądało, co słyszeli nasi przedstawiciele i jaka atmosfera ich czekała na Komisji Zdrowia - doskonale widać w zapisie konferencji z 7.10. Panie posłanki: Joanna Wicha (Lewica) i Wioleta Tomczyk (Polska 2050) dały bezprzykładny pokaz buty, arogancji i niekompetencji. Brak znajomości ustawy, brak znajomości orzecznictwa, uciszanie głosów z sali, nieudzielanie głosu dziennikarzom. Do tego prezentowanie złośliwej satysfakcji, kpiące uśmieszki, zacietrzewienie ideologiczne...
Nie tego oczekujemy od urzędników, których my - obywatele - zatrudniamy. Sejm to nie jest scena, na której powinnyście nagrywać swoje rolki, tylko miejsce, gdzie posłowie pracują dla dobra społeczeństwa, z poszanowaniem wszystkich stron i równoważeniem interesów różnych grup społecznych. Tego nie było, bo - szanowne Panie - zrobiłyście sobie z tej sprawy prywatny cyrk, w którym kuglarze zamiast zabawiać motłoch żonglerką, wyrywają burmistrzowi klucze do miasta.
Teraz czas na Senat. Walczymy do końca. Prosimy o udostępnianie i komentowanie.
@obserwujący
Drugie zdjęcie pożyczone od Polskie Minibrowary